Bahaicka
Świątynia do projektu, której inspiracją stał się lotos. Kwiat
o doskonałym pięknie, symbol czystości, który w Indiach
nierozerwalnie związany jest z czcią Boską i religią.
W
Świątyni nie ma żadnych symboli religijnych. Każdy może się tu
modlić czy medytować.
Wiara
Baha'i jest światową religią charakteryzującą się uniwersalnym
zasięgiem, szeroką perspektywą i podejściem naukowym. Bahaizm
wdraża zasadę jedności i niepodzielności całej rasy ludzkiej.
Religia
została stworzona przez dwóch proroków. Jeden z nich Bahaullah (z
perskiego „Blask Boga”) napisał tysiące natchnionych Pism,
które wraz z pismami proroków Baby i AbdulBahy stanowią tzw. Pisma
Wiary Bahai. Pisma te są wyjątkowe, dlatego że po raz pierwszy
Pisma Święte, jednej z głównych religii są autentyczne i
dostępne w rękopisie ich Autora. Dodam, że pisma są przepiękne,
bogato zdobione w stylu perskim, wielokolorowe, złocone, urzekają
swoją cudownością.
Podstawowe
zasady wiary Bahai to:
niezależne
poszukiwanie wiary,
wspólna
podstawa wszystkich religii,
zasadnicza
harmonia nauki i religii,
równość
kobiet i mężczyzn,
eliminacja
wszelkich uprzedzeń,
powszechne
obowiązkowe kształcenie,
światowy
spokój,
jedność
ludzkości.
A na
koniec cytat Bahaullaha:
„Nie
temu się chlubić, który kocha swój własny kraj, lecz temu, który
kocha świat cały. Ziemia jest tylko jednym krajem, a ludzie jej
obywatelami”.
Indyjskie
koleje oferują kilkanaście klas w danym pociągu. Wiele czasu
zajęło nam zrozumienie co oferuje konkretna klasa. Pal sześć co
oferuje, na początku musisz poznać kody oznaczeń poszczególnych
klas. I tak można wybrać kuszetkę z 4 łóżkami w zamkniętym
przedziale (AC3TIER – KOD 3A), kuszetkę z 6 łóżkami w otwartym
przedziale (AC2 TIER SLEEPER – KOD 2A) lub kuszetkę z wieloma
łóżkami w całym wagonie (SLEEPER – KOD SL). Można też wybrać
siedzenie w klimatyzowanym przedziale (II AC – KOD – CC),
siedzenie w przedziale z wiatrakami (II – KOD 2S) i z rezerwacją
miejsc lub siedzenie w przedziale bez rezerwacji miejsc (tzw.
general) i tu nie ma co liczyć na wolne miejsce. Ciężko znaleźć
wolny skrawek na podłodze, Indusi siedzą nawet na półkach na
bagaże. Niesamowity widok i totalna jazda bez trzymanki-J Są
jeszcze wagony tylko dla kobiet, dla niepełnosprawnych (czysta
teoria) i klasy niższe z drewnianymi ławkami.
Poznanie
klas i kodów to nie wszystko. Dopiero teraz musisz zacząć
główkować. Kupując bilet musisz wypełnić specjalną karteczkę
na której podajesz: nazwę pociągu (podobnie jak u nas np. Chopin),
numer pociągu, klasę, kod, nr wagonu, nazwisko, imię, wiek, płeć,
adres domowy, kraj i numer telefonu. Odnalezienie nazwy pociągu i
jego numeru stanowi problem nawet dla miejscowej ludności. W związku
z tym zakup biletu zajmuje nam od jednej do trzech godzin-J Jak
już dowiemy się o szczegóły związane z danym pociągiem (nie
zawsze informacje są pewne-J),
wypełnimy karteczkę, stajemy w kilometrowej kolejce przepychających
się ludzi.
Często zdarza się, że po dotarciu do okienka musimy
zmienić kolejkę, ponieważ:
a)
ta kasa nie sprzedaje biletów na ten pociąg,
b) ta
kasa jest tylko dla Indusów, inna sprzedaje bilety obcokrajowcom,
c) ta
kasa nie sprzedaje biletów typu kuszetka,
d) ta
kasa nie sprzedaje biletów z rezerwacją miejsc,
e) kasjer
nie mówi ani słowa po angielsku i nie możemy dojść do
porozumienia,
f) teoretycznie
wybrany pociąg jeździ, ale przy kasie okazuje się, że nie jeździ
w danym terminie lub
g) wszystkie
miejsca są już zarezerwowane i nie da się kupić biletu na ten
pociąg.
Możecie
zastanawiać się dlaczego nie dowiemy się wcześniej gdzie stanąć
do kolejki? Próbowaliśmy wielokrotnie. Pytaliśmy ludzi przy
kasach, a nawet w informacji. Wszyscy z uśmiechem mówili nam, że
każda kolejka jest dobra-J, ale zawsze
przy okienku odsyłają nas do innej, tej właściwej-J
Szczęśliwi
z biletem w ręku w wybranym terminie udajemy się na dworzec. Nie
zawsze pociąg jest na czas. Często poszczególne składy jadące
przez całe Indie są ze sobą łączone i w związku z tą operacją
są mocno opóźnione. Nawet o 5-8 godzin. Pociąg przyjeżdża, a my
nerwowo zaczynamy szukać swego wagonu. Składy mają po 40 wagonów,
a że po drodze do celu są łączone to poszczególne grupy
wagonów mają inną nazwę i numer pociągu. Po odnalezieniu
właściwej grupy trzeba już tylko znaleźć swój numer wagonu,
swoje nazwisko na liście przyklejonej przed wejściem(my dla
ułatwienia wpisujemy na karteczkach tylko imiona), swoje miejsce i
już można zaprzyjaźniać się z towarzyszami podróży.
Skomplikowane,
ale po dwóch miesiącach udało nam się opanować system,
prawdopodobnie wprowadzony lata temu przez Anglików. Nic się od tej
pory nie zmieniło, może i dobrze-J,
pozwólcie tego nie komentować.
Mimo
tych wszystkich trudności najłatwiej po Indiach jest podróżować
koleją. Da się dotrzeć prawie w każde miejsce, za wyjątkiem
Himalajów (tu nie ma linii kolejowej). Wszystkie te utrudnienia
traktujemy z uśmiechem. Zawsze dobrze się bawimy kupując bilet i
czekamy na kolejne niespodzianki-J
a jeśli chcesz się dowiedzieć, która jest godzina,
to spójrz na swój zegarek -:)
Opowieść
o Tajlandii byłaby niepełna gdybyśmy nie napisali o SALA PHRA PUM,
domkach dla duchów. Dosłownie wszędzie można zobaczyć
udekorowane girlandami, kwiatami, figurkami zwierząt i ludzi
kolorowe kapliczki. Czasem wyglądają jak karmniki dla ptaków, a
czasem jak domki dla lalek. Są malutkie i bardzo okazałe. Stoją
dosłownie wszędzie. Przed domami, sklepami, hotelami i bankami. Są
jak kamień węgielny. Domek inauguruje każdą budowę, bez względu
na jej przeznaczenie. Gdy budowa się rozpoczyna mnich błogosławi
teren i w momencie wyznaczonym przez gwiazdy instaluje się domek dla
duchów. Tajowie wierzą, że każde miejsce ma swojego ducha.
Budując naruszają spokój duchów z danego terenu. Tak więc budują
duchom domek. Nie postawienie takiej budowli mogłoby sprowadzić
wszelkiego rodzaju nieszczęścia na użytkowników terenu. Duchy
miejsc, podobnie jak dusze ich poprzednich właścicieli mogłyby
nawiedzać nowo powstałe domostwa, sklepy itp. Trzeba zapewnić im
miejsce gdzie będą mogły przebywać.
Codziennie
rano właściciel lub opiekun ustawia w domku świeże owoce,
miseczki z ryżem, szklaneczki z wodą i napojami. Duchy będą mogły
się pożywić. We wszystkich napojach są też włożone rureczki,
aby duchom wygodniej było pić. Zwykle też ustawia się kwiaty lub
wiesza kwiatowe girlandy. Zapala się kadzidła i świeczki, których
płomyki oświetlają drogę odmawianych modlitw.
We
wszystkich domkach można zobaczyć figurki zwierząt. Mogą to być
słonie lub po prostu zwierzęta z gospodarstw domowych. Są też
figurki ludzi i dzieci, laleczki i mini mebelki. Wszystko
niesamowicie barwne, wszystko po to by zapewnić komfort duchom z
naszego terenu.
Czasami
gdy właścicielowi terenu powodzi się lepiej rozbudowuje domek.
Obowiązkowo również, gdy remontuje się dom czy sklep, należy
wyremontować też domek duchom.
Trochę
pogański zwyczaj jak opowiada legenda powstał wtedy, gdy na ziemi
nie mieszkali jeszcze ludzie. Duchy wybierały wtedy najlepsze
miejsca dla siebie. W naturze człowieka również leży chęć
osiedlenia się w najlepszym miejscu. Tak więc, gdy ludzie pojawili
się na ziemi, powstał konflikt między ludźmi i duchami. Bogowie
doradzili ludziom, aby w miejscu, gdzie chcą zamieszkać stawiali
również domek dla duchów zamieszkujących ten teren.
I
tak zgodnie z legendą ludzie, aby nie rozgniewać phi (ducha),
budując dla siebie, budują domki dla duchów, aby ci, rozgniewani
nie zesłali na nich żadnego nieszczęścia.
Tajska
kuchnia uważana jest za najlepszą na świecie. Opinia zdecydowanie
prawdziwa. Zupy z ryżowym makaronem i dodatkami w postaci owoców
morza, nie mają sobie równych. Wszelkiego rodzaju grillowane
mięsiwa, szczególnie kurczaki, kalmary i wieprzowinka są
przepyszne. Sałatki z cudownymi, pikantnie delikatnymi sosami to
niebo w gębie. Do tego warzywa, czasem dla nas zupełnie nieznane.
Nasze ulubione to morning glory czyli poranna chwała lub zwyczajnie
szpinak rzeczny.
W Polsce nieznane tutaj powszechne jak nasza sałata.
I owoce, istny raj. Ananasy, mangosteeny, rambutany i dragon fruity.
Wymieniamy tylko te, którymi zajadaliśmy się codziennie i to nasz
nr 1.
Nie
możemy zapomnieć o durianie. Śmierdzącym zgniłą cebulą,
czosnkiem i skarpetkami po 3-dniowym trekkingu. Jednak jego zapach
nie jest taki okropny jak wszyscy opisują. Jeśli się przełamiecie,
będziecie mogli się cieszyć włóknisto-maślaną konsystencją i
smakiem grillowanego, lekko owocowo-orzechowego czosnku i cebuli.
Zdarzają
się jednak wyjątki w tej cudownej kuchni. Coś co przez Tajów
powszechnie uważane jest za przysmak dla nas jest kompletnie
niejadalne. Sałatka z podgniłymi krabami lub zupa z kaczką i
roladkami z krwi. Ohyda. Często, gdy kupujemy jakieś danie w
ciemno, bo ładnie wygląda widzimy uśmiech na twarzy sprzedawcy.
Teraz już się nauczyliśmy, kiedy kucharz uśmiecha się pod nosem
i pyta wielokrotnie czy na pewno to chcemy, to możemy być pewni, że
to jeden z tych tajskich specjałów, który po pierwszym kęsie
wyląduje w koszu.
Nie
możemy też nie dodać, że Tajowie każde zwierzę zjadają od
ryjka po ogonek, od dziubka po kuperek. Tak więc nie zdziwcie się,
gdy w waszej zupie z kurczakiem będą pływać nóżki z pazurkami
lub głowa. Nie zdziwcie się, gdy na straganach zobaczycie
grillowane świńskie uszka, ozorki czy gotowane ogony. Wędzoną
kaczkę też dostaniecie z głową i łapkami. No i ryby, dostaniecie
nawet smażone głowy, z oczkami oczywiście.
Kochamy
chodzić po ulicznych straganach i najadać się wzrokiem. Przestały
nas brzydzić chipsy z chitynowym pancerzykiem czy bambusowe larwy.
Nie mamy odwagi tego spróbować, ale fajnie jest oglądać uśmiech
na twarzy Taja, gdy chrupie świerszcza.
Codziennie
odkrywaliśmy nowe tajskie dania i mimo, że czasem trafialiśmy na
coś naprawdę obrzydliwego, nie ustawaliśmy w poszukiwaniach.
Próbowaliśmy i cieszyliśmy się, gdy znowu mogliśmy powiedzieć
tajska kuchnia jest najlepsza na świecie.
Paczuszki
w palmowym liściu z niespodzianką w środku są naprawdę
wyśmienite. Kupione w ciemno i z ciekawości okazały się
rewelacyjne. Mimo, że do końca nie wiedzieliśmy co jemy. W
paczuszkach jest zawsze lepki ryż, suszone lub świeże owoce,
czasem mielona świnka i coś jeszcze. Może też jemy kurze łapki
czy zmielone wieprzowe uszka. No to co. Smakuje cudownie. Każdemu
kto wybiera się do Tajlandii będziemy zawsze polecać ślicznie
opakowaną w palmowy liść paczuszkę. Kulinarna niespodzianka warta
ryzyka. I nie zapomnijcie spróbować duriana, bez tego Wasza podróż
byłaby niepełna.
W Bhutanie znajdziemy wiele
osobliwości, a jedna z nich znalazła swe miejsce na fasadach
rodzinnych domów. Mury ozdobione są wieloma mitologicznymi
symbolami, a jeden z nich jest naprawdę „niezwykły”, ale po
kolei.
W kraju Grzmiącego Smoka żył
niegdyś mnich, Drukpa Kinlay, znany jako Boski Szaleniec. Jest to
jeden z ukochanych świętych Bhutanu. Rozprzestrzeniał swe nauki
poprzez często szokujące zachowanie, używając pieśni, dosadnych
żartów i swej legendarnej jurności. Miał tak potężny argument
natury anatomicznej, że odstraszał również wszystkie demony. Z
czasem, gdy zaczął zdobywać coraz większą sławę efektywny
symbol trafił pod bhutańskie strzechy i tak zostało do dziś.
W świątyni Czime, którą niegdyś
poświęcił ów Szalony Mnich zobaczymy na ołtarzu dwa pokaźne
przyrodzenia. Do miejsca tego pielgrzymują kobiety, które nie mogą
mieć dzieci. Lama dotykając głowy dwoma świętymi przedmiotami o
znajomym kształcie, błogosławi kobietę, a ta odchodzi z nadzieją,
że niebawem powije potomka.
W Bhutanie prawie w każdym klasztorze
i świątyni, a także w wielu prywatnych domach można zobaczyć
malowidło przedstawiające słonia, małpę, zająca i ptaka,
ustawionych jeden na drugim pod wysokim drzewem uginającym się pod
ciężarem owoców.
Słoń, chociaż silny, potrzebuje
pomocy zwinnej małpy, by sięgnąć po owoce na drzewie. Jednak
drzewo nie istniałoby, gdyby ptak najpierw nie zjadł nasionka, a
potem nie upuścił go na ziemię w swych odchodach. Nasionko nie
rozwinęłoby się w drzewo, gdyby zając nie osłaniał i nie
pielęgnował jego korzeni.
Słoń, małpa, zając i ptak
symbolizują cztery siedliska – ziemię, powietrze, podziemia i
niebo.
Opowieść podkreśla znaczenie
współpracy między wszystkim małymi i dużymi stworzeniami oraz
współzależność wszystkich żywiołów w powtarzających się
cyklach przyrody.