wtorek, 28 lipca 2015

Bahapur, Lotosowa Świątynia w New Delhi

Bahaicka Świątynia do projektu, której inspiracją stał się lotos. Kwiat o doskonałym pięknie, symbol czystości, który w Indiach nierozerwalnie związany jest z czcią Boską i religią.

W Świątyni nie ma żadnych symboli religijnych. Każdy może się tu modlić czy medytować.

Wiara Baha'i jest światową religią charakteryzującą się uniwersalnym zasięgiem, szeroką perspektywą i podejściem naukowym. Bahaizm wdraża zasadę jedności i niepodzielności całej rasy ludzkiej.

Religia została stworzona przez dwóch proroków. Jeden z nich Bahaullah (z perskiego „Blask Boga”) napisał tysiące natchnionych Pism, które wraz z pismami proroków Baby i AbdulBahy stanowią tzw. Pisma Wiary Bahai. Pisma te są wyjątkowe, dlatego że po raz pierwszy Pisma Święte, jednej z głównych religii są autentyczne i dostępne w rękopisie ich Autora. Dodam, że pisma są przepiękne, bogato zdobione w stylu perskim, wielokolorowe, złocone, urzekają swoją cudownością.

Podstawowe zasady wiary Bahai to:
  • niezależne poszukiwanie wiary,
  • wspólna podstawa wszystkich religii,
  • zasadnicza harmonia nauki i religii,
  • równość kobiet i mężczyzn,
  • eliminacja wszelkich uprzedzeń,
  • powszechne obowiązkowe kształcenie,
  • światowy spokój,
  • jedność ludzkości.
A na koniec cytat Bahaullaha:

Nie temu się chlubić, który kocha swój własny kraj, lecz temu, który kocha świat cały. Ziemia jest tylko jednym krajem, a ludzie jej obywatelami”.





Masala chai*

Aromatyczna, korzenna, słodka. Najpopularniejsza herbata w Indiach. Kupisz ją na każdym rogu. Piją ją wszyscy i Ty też musisz jej skosztować.

Jest wiele sposobów na przygotowanie tej herbatki. Każda osoba ma inną metodę przygotowania masala tea. Oto jeden z nich w wersji light:

Składniki:

  • 1 litr zimnej wody
  • siekany kawałek świeżego imbiru (2-3 cm)
  • 1 laska cynamonu
  • 3 rozgniecione owoce zielonego kardamonu
  • 3 goździki
  • 1,5 łyżki czarnej herbaty liściastej
  • cukier i mleko do smaku

Sposób przygotowania:
  1. W garnku na średnim ogniu rozgrzewamy wodę. Wrzucamy przyprawy i doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 10 minut.
  2. Herbatę wsypujemy do imbryczka, zalewamy wodą z przyprawami. Mieszamy i zostawiamy na kilka minut do naciągnięcia.
  3. Przecedzamy do filiżanek. Dolewamy mleka i słodzimy do smaku.Gotowe.
Smacznego i miłego dnia.



niedziela, 26 lipca 2015

Transport kolejowy w Indiach

Indyjskie koleje oferują kilkanaście klas w danym pociągu. Wiele czasu zajęło nam zrozumienie co oferuje konkretna klasa. Pal sześć co oferuje, na początku musisz poznać kody oznaczeń poszczególnych klas. I tak można wybrać kuszetkę z 4 łóżkami w zamkniętym przedziale (AC3TIER – KOD 3A), kuszetkę z 6 łóżkami w otwartym przedziale (AC2 TIER SLEEPER – KOD 2A) lub kuszetkę z wieloma łóżkami w całym wagonie (SLEEPER – KOD SL). Można też wybrać siedzenie w klimatyzowanym przedziale (II AC – KOD – CC), siedzenie w przedziale z wiatrakami (II – KOD 2S) i z rezerwacją miejsc lub siedzenie w przedziale bez rezerwacji miejsc (tzw. general) i tu nie ma co liczyć na wolne miejsce. Ciężko znaleźć wolny skrawek na podłodze, Indusi siedzą nawet na półkach na bagaże. Niesamowity widok i totalna jazda bez trzymanki-J Są jeszcze wagony tylko dla kobiet, dla niepełnosprawnych (czysta teoria) i klasy niższe z drewnianymi ławkami.

Poznanie klas i kodów to nie wszystko. Dopiero teraz musisz zacząć główkować. Kupując bilet musisz wypełnić specjalną karteczkę na której podajesz: nazwę pociągu (podobnie jak u nas np. Chopin), numer pociągu, klasę, kod, nr wagonu, nazwisko, imię, wiek, płeć, adres domowy, kraj i numer telefonu. Odnalezienie nazwy pociągu i jego numeru stanowi problem nawet dla miejscowej ludności. W związku z tym zakup biletu zajmuje nam od jednej do trzech godzin-J Jak już dowiemy się o szczegóły związane z danym pociągiem (nie zawsze informacje są pewne-J), wypełnimy karteczkę, stajemy w kilometrowej kolejce przepychających się ludzi. 
Często zdarza się, że po dotarciu do okienka musimy zmienić kolejkę, ponieważ:
a) ta kasa nie sprzedaje biletów na ten pociąg,
b) ta kasa jest tylko dla Indusów, inna sprzedaje bilety obcokrajowcom,
c) ta kasa nie sprzedaje biletów typu kuszetka,
d) ta kasa nie sprzedaje biletów z rezerwacją miejsc,
e) kasjer nie mówi ani słowa po angielsku i nie możemy dojść do porozumienia,
f) teoretycznie wybrany pociąg jeździ, ale przy kasie okazuje się, że nie jeździ w danym terminie lub
g) wszystkie miejsca są już zarezerwowane i nie da się kupić biletu na ten pociąg.

Możecie zastanawiać się dlaczego nie dowiemy się wcześniej gdzie stanąć do kolejki? Próbowaliśmy wielokrotnie. Pytaliśmy ludzi przy kasach, a nawet w informacji. Wszyscy z uśmiechem mówili nam, że każda kolejka jest dobra-J, ale zawsze przy okienku odsyłają nas do innej, tej właściwej-J

Szczęśliwi z biletem w ręku w wybranym terminie udajemy się na dworzec. Nie zawsze pociąg jest na czas. Często poszczególne składy jadące przez całe Indie są ze sobą łączone i w związku z tą operacją są mocno opóźnione. Nawet o 5-8 godzin. Pociąg przyjeżdża, a my nerwowo zaczynamy szukać swego wagonu. Składy mają po 40 wagonów, a że po drodze do celu są łączone to poszczególne grupy  wagonów mają inną nazwę i numer pociągu. Po odnalezieniu właściwej grupy trzeba już tylko znaleźć swój numer wagonu, swoje nazwisko na liście przyklejonej przed wejściem(my dla ułatwienia wpisujemy na karteczkach tylko imiona), swoje miejsce i już można zaprzyjaźniać się z towarzyszami podróży.


Skomplikowane, ale po dwóch miesiącach udało nam się opanować system, prawdopodobnie wprowadzony lata temu przez Anglików. Nic się od tej pory nie zmieniło, może i dobrze-J, pozwólcie tego nie komentować.

Mimo tych wszystkich trudności najłatwiej po Indiach jest podróżować koleją. Da się dotrzeć prawie w każde miejsce, za wyjątkiem Himalajów (tu nie ma linii kolejowej). Wszystkie te utrudnienia traktujemy z uśmiechem. Zawsze dobrze się bawimy kupując bilet i czekamy na kolejne niespodzianki-J

a jeśli chcesz się dowiedzieć, która jest godzina,
to spójrz na swój zegarek -:)



wtorek, 21 lipca 2015

Domki dla duchów

Opowieść o Tajlandii byłaby niepełna gdybyśmy nie napisali o SALA PHRA PUM, domkach dla duchów. Dosłownie wszędzie można zobaczyć udekorowane girlandami, kwiatami, figurkami zwierząt i ludzi kolorowe kapliczki. Czasem wyglądają jak karmniki dla ptaków, a czasem jak domki dla lalek. Są malutkie i bardzo okazałe. Stoją dosłownie wszędzie. Przed domami, sklepami, hotelami i bankami. Są jak kamień węgielny. Domek inauguruje każdą budowę, bez względu na jej przeznaczenie. Gdy budowa się rozpoczyna mnich błogosławi teren i w momencie wyznaczonym przez gwiazdy instaluje się domek dla duchów. Tajowie wierzą, że każde miejsce ma swojego ducha. Budując naruszają spokój duchów z danego terenu. Tak więc budują duchom domek. Nie postawienie takiej budowli mogłoby sprowadzić wszelkiego rodzaju nieszczęścia na użytkowników terenu. Duchy miejsc, podobnie jak dusze ich poprzednich właścicieli mogłyby nawiedzać nowo powstałe domostwa, sklepy itp. Trzeba zapewnić im miejsce gdzie będą mogły przebywać.


Codziennie rano właściciel lub opiekun ustawia w domku świeże owoce, miseczki z ryżem, szklaneczki z wodą i napojami. Duchy będą mogły się pożywić. We wszystkich napojach są też włożone rureczki, aby duchom wygodniej było pić. Zwykle też ustawia się kwiaty lub wiesza kwiatowe girlandy. Zapala się kadzidła i świeczki, których płomyki oświetlają drogę odmawianych modlitw.

We wszystkich domkach można zobaczyć figurki zwierząt. Mogą to być słonie lub po prostu zwierzęta z gospodarstw domowych. Są też figurki ludzi i dzieci, laleczki i mini mebelki. Wszystko niesamowicie barwne, wszystko po to by zapewnić komfort duchom z naszego terenu.

Czasami gdy właścicielowi terenu powodzi się lepiej rozbudowuje domek. Obowiązkowo również, gdy remontuje się dom czy sklep, należy wyremontować też domek duchom.


Trochę pogański zwyczaj jak opowiada legenda powstał wtedy, gdy na ziemi nie mieszkali jeszcze ludzie. Duchy wybierały wtedy najlepsze miejsca dla siebie. W naturze człowieka również leży chęć osiedlenia się w najlepszym miejscu. Tak więc, gdy ludzie pojawili się na ziemi, powstał konflikt między ludźmi i duchami. Bogowie doradzili ludziom, aby w miejscu, gdzie chcą zamieszkać stawiali również domek dla duchów zamieszkujących ten teren.


I tak zgodnie z legendą ludzie, aby nie rozgniewać phi (ducha), budując dla siebie, budują domki dla duchów, aby ci, rozgniewani nie zesłali na nich żadnego nieszczęścia.


poniedziałek, 20 lipca 2015

Tajska kuchnia

Tajska kuchnia uważana jest za najlepszą na świecie. Opinia zdecydowanie prawdziwa. Zupy z ryżowym makaronem i dodatkami w postaci owoców morza, nie mają sobie równych. Wszelkiego rodzaju grillowane mięsiwa, szczególnie kurczaki, kalmary i wieprzowinka są przepyszne. Sałatki z cudownymi, pikantnie delikatnymi sosami to niebo w gębie. Do tego warzywa, czasem dla nas zupełnie nieznane. Nasze ulubione to morning glory czyli poranna chwała lub zwyczajnie szpinak rzeczny. 


W Polsce nieznane tutaj powszechne jak nasza sałata. I owoce, istny raj. Ananasy, mangosteeny, rambutany i dragon fruity. Wymieniamy tylko te, którymi zajadaliśmy się codziennie i to nasz nr 1.


Nie możemy zapomnieć o durianie. Śmierdzącym zgniłą cebulą, czosnkiem i skarpetkami po 3-dniowym trekkingu. Jednak jego zapach nie jest taki okropny jak wszyscy opisują. Jeśli się przełamiecie, będziecie mogli się cieszyć włóknisto-maślaną konsystencją i smakiem grillowanego, lekko owocowo-orzechowego czosnku i cebuli.


Zdarzają się jednak wyjątki w tej cudownej kuchni. Coś co przez Tajów powszechnie uważane jest za przysmak dla nas jest kompletnie niejadalne. Sałatka z podgniłymi krabami lub zupa z kaczką i roladkami z krwi. Ohyda. Często, gdy kupujemy jakieś danie w ciemno, bo ładnie wygląda widzimy uśmiech na twarzy sprzedawcy. Teraz już się nauczyliśmy, kiedy kucharz uśmiecha się pod nosem i pyta wielokrotnie czy na pewno to chcemy, to możemy być pewni, że to jeden z tych tajskich specjałów, który po pierwszym kęsie wyląduje w koszu.

Nie możemy też nie dodać, że Tajowie każde zwierzę zjadają od ryjka po ogonek, od dziubka po kuperek. Tak więc nie zdziwcie się, gdy w waszej zupie z kurczakiem będą pływać nóżki z pazurkami lub głowa. Nie zdziwcie się, gdy na straganach zobaczycie grillowane świńskie uszka, ozorki czy gotowane ogony. Wędzoną kaczkę też dostaniecie z głową i łapkami. No i ryby, dostaniecie nawet smażone głowy, z oczkami oczywiście.


Kochamy chodzić po ulicznych straganach i najadać się wzrokiem. Przestały nas brzydzić chipsy z chitynowym pancerzykiem czy bambusowe larwy. Nie mamy odwagi tego spróbować, ale fajnie jest oglądać uśmiech na twarzy Taja, gdy chrupie świerszcza.

Codziennie odkrywaliśmy nowe tajskie dania i mimo, że czasem trafialiśmy na coś naprawdę obrzydliwego, nie ustawaliśmy w poszukiwaniach. Próbowaliśmy i cieszyliśmy się, gdy znowu mogliśmy powiedzieć tajska kuchnia jest najlepsza na świecie.

Paczuszki w palmowym liściu z niespodzianką w środku są naprawdę wyśmienite. Kupione w ciemno i z ciekawości okazały się rewelacyjne. Mimo, że do końca nie wiedzieliśmy co jemy. W paczuszkach jest zawsze lepki ryż, suszone lub świeże owoce, czasem mielona świnka i coś jeszcze. Może też jemy kurze łapki czy zmielone wieprzowe uszka. No to co. Smakuje cudownie. Każdemu kto wybiera się do Tajlandii będziemy zawsze polecać ślicznie opakowaną w palmowy liść paczuszkę. Kulinarna niespodzianka warta ryzyka. I nie zapomnijcie spróbować duriana, bez tego Wasza podróż byłaby niepełna.





poniedziałek, 6 lipca 2015

Boski Szaleniec

W Bhutanie znajdziemy wiele osobliwości, a jedna z nich znalazła swe miejsce na fasadach rodzinnych domów. Mury ozdobione są wieloma mitologicznymi symbolami, a jeden z nich jest naprawdę „niezwykły”, ale po kolei.

W kraju Grzmiącego Smoka żył niegdyś mnich, Drukpa Kinlay, znany jako Boski Szaleniec. Jest to jeden z ukochanych świętych Bhutanu. Rozprzestrzeniał swe nauki poprzez często szokujące zachowanie, używając pieśni, dosadnych żartów i swej legendarnej jurności. Miał tak potężny argument natury anatomicznej, że odstraszał również wszystkie demony. Z czasem, gdy zaczął zdobywać coraz większą sławę efektywny symbol trafił pod bhutańskie strzechy i tak zostało do dziś.

W świątyni Czime, którą niegdyś poświęcił ów Szalony Mnich zobaczymy na ołtarzu dwa pokaźne przyrodzenia. Do miejsca tego pielgrzymują kobiety, które nie mogą mieć dzieci. Lama dotykając głowy dwoma świętymi przedmiotami o znajomym kształcie, błogosławi kobietę, a ta odchodzi z nadzieją, że niebawem powije potomka.


środa, 1 lipca 2015

Bajka o czterech Przyjaciołach

W Bhutanie prawie w każdym klasztorze i świątyni, a także w wielu prywatnych domach można zobaczyć malowidło przedstawiające słonia, małpę, zająca i ptaka, ustawionych jeden na drugim pod wysokim drzewem uginającym się pod ciężarem owoców.

Słoń, chociaż silny, potrzebuje pomocy zwinnej małpy, by sięgnąć po owoce na drzewie. Jednak drzewo nie istniałoby, gdyby ptak najpierw nie zjadł nasionka, a potem nie upuścił go na ziemię w swych odchodach. Nasionko nie rozwinęłoby się w drzewo, gdyby zając nie osłaniał i nie pielęgnował jego korzeni.

Słoń, małpa, zając i ptak symbolizują cztery siedliska – ziemię, powietrze, podziemia i niebo.

Opowieść podkreśla znaczenie współpracy między wszystkim małymi i dużymi stworzeniami oraz współzależność wszystkich żywiołów w powtarzających się cyklach przyrody.