czwartek, 20 kwietnia 2017

Varanasi - miasto naciągaczy?

W Waranasi trzeba mieć się ciągle na baczności. Wspaniale rozwinięta sieć naciągaczy czeka na ciebie za każdym rogiem. Gdy tylko wysiedliśmy z pociągu, bardzo miły, niedołężny pan, od niechcenia, zapytał nas czy jesteśmy z Polski, czy z Hiszpanii. W pierwszej chwili nie zorientowaliśmy się, że coś jest już nie tak. Po grzecznościowej wymianie zdań, pan poinformował nas ile kosztuje riksza, ile taksówka i ile hotele w dzielnicy do której chcieliśmy jechać. Dziękując pożegnaliśmy się i skierowaliśmy się w stronę wyjścia do miasta. Zwykle przed dworcami w dużych miastach są tzw. kioski pre-paid. Tutaj płaci się z góry ustaloną realną cenę za określony kurs rikszą czy taksówką. Pozwala to uniknąć naciągnięcia przez kierowcę na dodatkowe pieniądze. Zadowoleni z kwitkiem w ręku czekamy na rikszę. Musimy zaznaczyć, że przed dworcem stoi setki riksz, a podjeżdża do nas riksza w której obok kierowcy siedzi nasz miły pan z dworca. Ustalamy gdzie jedziemy i wsiadamy do pojazdu. W duchu śmiejemy się. Znamy już te numery z poprzednich wyjazdów. Miły pan zadaje dużo dociekliwych pytań. Ile chcemy zapłacić za hotel, jak długo chcemy zostać i czy jesteśmy pierwszy raz w Waranasi. Po informacji, że jesteśmy tu po raz drugi, a w Indiach już szósty raz, mina trochę mu rzednie. Nie daje jednak za wygraną. Zatrzymujemy się przed pierwszym hotelem. Mimo protestów, wyjmujemy z rikszy swoje plecaki i płacimy ustaloną za kurs cenę. Idę oglądać pokój. Już pod drzwiami hotelu przejmuje mnie kolejny łapacz. Oczywiście znajomy miłego pana. Gość prowadzi mnie na ostatnie piętro, tam jest recepcja i tam na gości oczekuje właściciel. Na nieszczęście miłego pana i łapacza, okazuje się, że pokój będzie wolny dopiero za 3 godziny. Bardzo miło dziękujemy miłemu panu i mówimy, że zaczekamy, aż zwolni się pokój we wskazanym hotelu. Tak naprawdę chcieliśmy, aby ktoś przywiózł nas do nieznanej nam dzielnicy i pokazał, gdzie jest skupisko hoteli i guest housów. Zaplanowaliśmy tę intrygę już W Delhi-J Jednak bardzo miły pan nie poddał się tak łatwo. Wyjął gazetę i czeka razem z nami. Facet ma czas. Czeka na swoje pieniądze. Jeśli skorzystamy z jego usługi, właściciel hotelu w którym zamieszkamy, doliczy nam tę opłatę do ceny za dobę. Często jest to 80% wartości ceny rzeczywistej. Pamiętacie o wspomnianej sieci naciągaczy? Zaczyna się już w pociągu. Jechaliśmy w kuszetce z Hiszpanami czyli miły pan, już od konduktora dostał cynk jakiej narodowości będą biali wysiadający z konkretnego wagonu. Do tego dochodzi opłata za kierowcę rikszy, opłata dla miłego pana i opłata dla tego, który czeka na nas na parterze w hotelu. Nie możemy gościa spławić. Misiek zostaje z plecakami, ja idę pytać o pokoje w innych hotelach. Miły pan tylko przez chwilę zastanawia się co robić. Żwawo rusza za mną. Trudno zgubić taki ogon.Raz widzę za sobą kierowcę rikszy, raz miłego pana. Skręcam za róg i przyspieszam. Chyba udało się ich zgubić. Ja znajduję fajny, tani guest house, a Misiek obserwuje jak kierowca odjeżdża rikszą. Miły pan też się ulotnił. Wracam do Miśka i idziemy do znalezionego hotelu. Meldujemy się i idziemy do swojego pokoju. Podziwiamy widoki z naszego balkonu, gdy nieoczekiwanie, miły pan z kierowcą wyrastają jak z pod ziemi przed naszym hostelem. Chcą wyciągnąć od właściciela pieniądze za rzekome pokazanie nam tego miejsca. Misiek schodzi na dół i stanowczo informuje, że sami znaleźliśmy ten hotel i aby właściciel nie płacił im żadnych pieniędzy. Naciągacze odchodzą z niczym i wracają na dworzec szukać kolejnej ofiary. Może z innymi turystami się uda.

P.S. Naciągacze są w każdym większym mieście Indii, ale najbardziej rozwinięte siatki naciągaczy (nie kojarzyć z mafią, to nie ma z tym nic wspólnego!!! ) są w Delhi, Waranasi i Agrze. Naprawdę trzeba się nieźle nakombinować, aby nie dać się złapać w tę pajęczą sieć. Chcemy podkreślić, że nie stwarza to żadnego niebezpieczeństwa dla turysty, trzeba tylko poświęcić więcej swojego czasu, aby przechytrzyć profesjonalistów i nie przepłacić za hotel. 


wtorek, 18 kwietnia 2017

Przemijanie

Kilka dni temu szliśmy w procesji niosącej święte księgi – sutry* i gdy przyszliśmy kolejnego dnia do klasztoru buddyjskiego Sanga Ćoling, zobaczyliśmy, że na lektyce miejscowi niosą pięknie ustrojoną skrzyneczkę. Pomyśleliśmy, że to też jest procesja, tylko nie z księgami, a np. z figurką Buddy. Spytaliśmy mnicha czy to podobna uroczystość do tej z przed kilku dni. Mnich wyjaśnił nam, że to jest procesja niosąca zmarłego w kwietniu mnicha z ich klasztoru do miejsca, gdzie ma być skremowany. Zaczęliśmy omawiać z nim szczegóły ceremonii, pytać o to co widzieliśmy, a gdy On się zorientował, że wiemy o co chodzi, powiedział, że jeśli chcemy to możemy iść na miejsce kremacji i wziąć udział w ceremonii. To dla nas wielki honor, że pozwolono nam na uczestniczenie w tak „delikatnej” uroczystości.
Wróćmy do poranka, gdy przyszliśmy do klasztoru Sanga Ćoling. 


To jeden z najstarszych klasztorów w Sikkimie, założony przez lamę Lhatsuna Czenpo i należy do Ningma, jednej z czterech szkół buddyjskich. Gompa została piękne odnowiona po pożarze, na szczęście udało się uratować wielowiekowe figurki Bodistatów, wykonane z gliny. 



Na ścianach głównej Świątyni możemy oglądać przepiękne malowidła związane z mitologią buddyjską. Guru Rinpocze, Bodisatwowie, Mahakala czy Czterech Przyjaciół**. Kunszt i dokładność wykonania malowideł zachwyca. 






Oglądamy z radością i studiujemy poszczególne obrazy. Z piętra Świątyni słychać dźwięk bębna i cymbałów. Wchodzimy na górę i w malutkiej Świątynce, mnich odprawia pudżę - w tym przypadku, modlitwę dla Mahakali.


Siadamy obok i zatapiamy się w medytacji. Dźwięk wypowiadanej przez mnicha mantry, towarzyszące temu dźwięki rytmicznie uderzanego bębna i cymbałów, koją i pozwalają na wyciszenie.
Po modlitwie schodzimy na dziedziniec Świątyni. Mnisi ustawiają się w rzędzie przed klasztorną bramą. W rękach trzymają khaty – szale „błogosławiące”, zakładane na szyję bądź na m.in.figury Buddy czy trony wielkich lamów. Niektórzy trzymają w rękach trombity, inni cymbały. 



Zanosi się na jakąś uroczystość. W oddali słychać dźwięki bębnów i dzwonków. Przez bramę przechodzi procesja, kilku mężczyzn niesie na lektyce kolorowe pudełko. 


Ustawiają lektykę przez drzwiami Świątyni i odchodzą kilka metrów. Do skrzyneczki podchodzi mnich i odmawia modlitwę. 



Potem grupa niosąca, zabiera lektykę i kieruje się na tyły Klasztoru. 


Za nimi rusza procesja przybyłych ludzi. My podchodzimy do jednego z mnichów i pytamy o co chodzi w tym pochodzie. Mnich wyjaśnia nam, że w skrzyneczce jest ciało mnicha z tego klasztoru. Odszedł niedawno w wieku ok. 86 lat, a ludzie z pochodu to rodzina i społeczność z jego wioski, oddalonej o 5 km od Sanga Ćoling. Po otrzymaniu zgody na uczestniczenie w kremacji mnicha idziemy na wskazane miejsce. Kilku mężczyzn układa stos kremacyjny. 



W pobliżu w malutkim pomieszczeniu modlą się mnisi. Recytują mantry przy akompaniamencie bębnów, cymbałów i dzwonków. 
Tuż obok w wielkim garnku topione jest masło ghi. 


Potem płyn zostanie użyty do polewania stosu, by podnieść temperaturę. Stos jest już gotowy. Układanie go trwało ok. godziny. Na nim zostaje ułożona skrzyneczka z ciałem. Jeden z mnichów obchodzi stos trzy razy i kropi go świętą wodą. 



Potem kilku mężczyzn podpala stos. Podczas całej ceremonii mnisi modlą się i grają na instrumentach. 
Ten, który święcił stos, co kilka minut podchodzi do głównego mnicha, który podaje mu na talerz czasem gałązki, czasem mąkę-tsampę, czasem ryż, a ten wrzuca je kolejno na stos.


Ogień płonie coraz mocniej podsycany dolewanym roztopionym masłem. Stos jest tak ułożony, aby tworzył coś w rodzaju komina. 2 godziny później ciało spopiela się.




Zaczyna grzmieć, zrywa się wiatr, deszcz zaczyna kropić. Żałobnicy rozchodzą się. My razem z nimi. Możemy domyślić się, że prochy zostaną zebrane do misy, którą tam widzieliśmy i po wymieszaniu z tsampą, zostanie z nich utworzona figurka tzw. tsa tsa(czyt.caca), którą mnisi położą na czortenie lub włożą do środka stupy co jest najbardziej popularną praktyką.


To był dla nas wielki honor, że mogliśmy uczestniczyć w takiej ceremonii. Ze względu na szacunek dla zmarłego mnicha nie pokażemy płonącego stosu.
Opisaliśmy ceremonię tak jak ją widzieliśmy, w powyższym tekście nie zagłębiamy się w szczegóły kremacji, nie tłumaczymy poszczególnych rytuałów.
Chcemy też zaznaczyć, że od prowadzącego ceremonię Lamy otrzymaliśmy zgodę na robienie zdjęć.
Ważne jest, aby zaznaczyć, że tutaj taka ceremonia to nie jest smutne wydarzenie. Oczywiście dla rodziny i dla blisko związanych ze zmarłym mnichem ludzi tak, ale generalnie to moment przejścia. Odejście świadomości do kolejnego życia, a może nawet wyjście z koła życia i śmierci. Reinkarnacja, bardo, nirwana.

*sutry – święte księgi, nauki bądź komentarze nauk Buddy


**o Czterech Przyjaciołach możecie przeczytać tutaj:
http://miskiadventureteam.blogspot.in/2015/07/bajka-o-czterech-przyjacioach.html

poniedziałek, 27 marca 2017

Kapala i Kangling - ciekawostki buddyzmu tybetańskiego - przedmioty rytualne

Opowieść o tym co można czasem zobaczyć w buddyjskim klasztorze:
Kapala (z sanskrytu:czaszka) – naczynie wykonane z ludzkiej czaszki. Używane jest w rytuałach buddyjskich. W tybetańskich klasztorach w kapali składane jest ciasto (z mąki,wody i masła) i wino (lub płyn kolorem przypominającym krew) co symbolizuje ciało i krew i traktowane jest jako ofiara dla bóstw „obrońców wiary” czy „strażników nauk buddyjskich”. 






Mieliśmy okazję uczestniczyć w pięknej ceremonii Mahakali (strażnik nauk buddyjskich), podczas której wszystkim uczestnikom podawano do wypicia symboliczny napój w czaszce.

Kangling w buddyzmie tybetańskim to rytualny instrument muzyczny, wykonany z ludzkiej kości udowej. Dźwięk tej osobliwej trąbki często przypomina wycie wilka. Wykorzystywany jest w praktyce „czod” - odcięcia ego. W buddyzmie tybetańskim uważa się, że największym demonem jest nasze lgnięcie do iluzji „ja”, poprzez które pojawiają się ostatecznie wszelkie cierpienia.

Wielki jogin Milarepa skomentował to tak:
„Uważaj demona za demona, a będzie ci szkodził. Bądź świadomy, że istnieje on tylko w twym umyśle, a wyzwolisz się od niego. Rozpoznaj jego pustość, a zniszczysz go”.